poniedziałek, 25 lutego 2013

No hejo <3 Już dawno mnie tu nie było :( Ale wena mnie opuszcza :( Mam nadzieję że zaraz znowu się pojawi. Więc ten imagin dedykuje wszystkim żoną chłopców z zespołu One Direction. Hhehehehheheh :* 
Więc miłego czytania, piszę go teraz więc bądźcie wyrozumiali.

P.S Mała prośba do osób które czytają mojego bloga. Wiem że krótko go mam, ale chciałabym abyście komentowały moje posty. Dla was to tylko chwila, a ja kiedy otrzymałam pierwszy komentarz na tym blogu popłakałam się ze szczęścia. Więc jak byście mogli to komentujcie <3 



Hazza ;****
Nadszedł ten dzień. Dzień w którym miliony fanek znanego boys bendu miały spełnić swoje najskrytsze marzenia. One Direction grało dziś pierwszy koncert rozpoczynający trasę koncertową Take Me Home. Niestety ja nie byłam jedną z nich. Wstałam na rano poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wróciłam do pokoju w którym się ubrałam. W końcu postanowiłam zejść na śniadanie. Idąc w stronę schodów powiedziałam sama do siebie "Codzienna rutyna! Trzeba coś w końcu zmienić i zawalczyć o swoje marzenia". Weszłaś do kuchni i zrobiłam sobie kanapki z dżemorem. Usiadłam na wysokim krześle w pomieszczeniu i zaczęłam konsumować przygotowany wcześniej posiłek. Nagle usłyszałam jak drzwi od kuchni się otwierają. To byli moi rodzice, jak zawsze uśmiechnięci. Mama weszła jako pierwsza, trzymała coś w ręku. Jakby.. hmmmm.. kopertę? Tak to chyba była koperta. Usiadła koło mnie, a za nią stanął tata. Oboje jeszcze szerzej się uśmiechnęli. Chwilę się na mnie patrzeli, to było trochę niezręczne. "Ja tu sobie siedzę i jem płatki, a oni stoją i się na mnie gapią"- pomyślałam. Nie chciałam się do nich odzywać, bo to przez nich moje największe marzenie się nie spełni. Byłam na nich strasznie zła. No ale cóż człowiek nie zawsze dostaje to co chce. Prawda?
-Kochanie-zaczęła mama nie pewnie- mamy dla ciebie niespodziankę z okazji twoich 16-nastych urodzin. A właściwie to dwie. Jedna jest w tej kopercie, a drugą dostaniesz w sobotę. 
-Naprawdę nie musieliście- powiedziałam, ale tak na prawdę się nie cieszyłam. Pewnie znowu dadzą mi kilkadziesiąt złotych i po sprawie, w końcu mama podsunęła mi kopertę pod rękę. Spojrzałam na nią i schowałam do kieszeni bluzy.
-Nie otworzysz? Chciałbym zobaczyć twoją reakcję.- Nie wiedziałam o co mu chodzi, no ale w końcu uległam i otworzyłam. Kompletnie mnie zamurowało. To było to o czym marzyłam. To były dwa bilety w pierwszym rzędzie na koncert One Direction. Moment.. ale dlaczego dwa? 
-Dziękuje, to jest to o czym marzę od kilku lat- podziękowałam kiedy tylko przestałam skakać i piszczeć.- Ale moment dlaczego są dwa bilety?- zapytałam ze zdziwieniem.
-No bo samej było by ci smutno, a tak to możesz zabrać Oliwię. Ucieszy się, zobaczysz.- Jeszcze raz podziękowałam rodzicom i pobiegłam zadzwonić do Oliwki. Bardzo się ucieszyła. Mój tata miał rację ona po prostu była w niebo wzięta. Powiedziałam jej że ma być u mnie jak najszybciej, przecież koncert miał być dziś a my jeszcze nie gotowe. No więc Oliwka była u mnie po kilkunastu minutach. Razem się uszykowałyśmy i pojechałyśmy na koncert. Było cudownie, kilka razy chłopacy nam machali i ogólnie cały czas obdarowywali mnie uśmiechami. No ale po kilku godzinach dobrej zabawy koncert się skończył. Na szczęście miałyśmy z Oliwią wejściówki za kulisy. Kiedy tam poszłyśmy wpadałam na jakiegoś chłopaka. "Przepraszam"- jedynie to zdołałam powiedzieć bo właśnie wtedy zauważyłam że to był Harry. To on był, jest i zawsze będzie moim ulubieńcem z zespołu. Nie wiedziałam co mam zrobić w takiej sytuacji, po prostu mnie zatkało. 
-Mogę prosić o autograf i zdjęcie- zapytałam niepewnie po czym lekko się uśmiechnęłam.
-Jasne, dla takiej ślicznotki zawsze. - odparł, a ja zalałam się rumieńcem.- to gdzie mam się podpisać.
-Może na płycie? 
-Jasne.. tylko powiedz dla kogo?- zapytał.
-Jestem [T.I]. - powiedziałam podając mu rękę. 
-Ok. Więc proszę- Po dłuższym czasie Harry oddał mi płytę, a ja bez przeczytania dedykacji schowałam ją do torebki i zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Oczywiście Oliwka także dostała autograf i zdjęcie. Po krótkim czasie pożegnałyśmy się z Hazzą, a kiedy od nas odszedł zaczęłyśmy piszczeć i skakać jak głupie. Kiedy mój idol znikł mi z pola widzenia wyciągnęłam płytę na której pisało "Dla [T.I]. Harry Styles. P.S Jak będziesz chciała pogadać to mój numer [Numer telefonu Harry'ego] dzwoń o każdej porze. Całusy xoxo".
Zamurowało mnie, mam numer własnego idola. To były moje najlepsze urodziny. Po tym zdarzeniu wraz z Oliwią wróciłyśmy do mnie do domu. Moi rodzice już spali i nie chciałam ich budzić. Poszłyśmy spać, chociaż udało nam się to z trudem. 
***Następny dzień rano - sobota.
Hmm.. rodzice mówili że dziś mam dostać tą drugą niespodziankę. Wstałam rano z Oliwią. Niestety musiała już iść. No ale ważne było to że mogłyśmy tam razem pojechać i spotkać ich, przytulić poczuć się jak w niebie. A no właśnie nie wspomniałam też że później spotkałyśmy resztę zespołu i z nimi też mamy zdjęcie i ich autografy. Nie mogłam przestać o tym myśleć. Biłam się z myślami chciałam zadzwonić do Harry'ego ale kiedy już miałam wciskać guzik POŁĄCZ za każdym razem stchórzyłam. Po tym jak za dziesiątym razem mi się nie udało zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Nagle do kuchni weszła mama. 
-[T.I] Już wstałaś? Co tak wcześnie? No jak było na koncercie. Opowiadaj.- mama dręczyła mnie milionami pytań, a ja oczywiście na każde jej odpowiedziałam. Kiedy powiedziałam jej że mam numer Harry'ego jakoś dziwnie zareagowała i zamruczała coś pod nosem, ale nie mogłam jej zrozumieć. 
***Sobota [wieczór]
-[T.I] choć na dół goście czekają.- powiedziała mama. "Następne nudne przyjęcie zorganizowane przez moich rodziców."- pomyślałam i zeszłam na dół. Ale kiedy zeszłam zmieniłam moje zdanie. Na imprezie byli tylko moi znajomi. Rodzice bardzo mnie zaskoczyli, ale to nie koniec niespodzianek. Moi starsi wyszli z domu, a ja nie miałam wchodzić do kuchni bo tam czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka która miała trafić na scenę za 30 minut. Ten czas szybko mi zleciał, bardzo dobrze bawiłam się w towarzystwie znajomych, ale bardzo korciło mnie żeby tam iść. Po pół godzinie na scenę wniesiono wielki karton. Podeszłaś do niej i zaczęłaś rozpakowywać. Z wielkiego kartonu wyskoczyło pięciu przystojnych, kochanych debili. To byli oni, całkiem mnie to zszkowało. Ze szczęścia się popłakałam :P No ale było fajnie. Po tym dniu z moimi przyjaciółmi utrzymuje kontakt codzinnie. Jeden z nich a mianowicie Hazza jest moim najukochańszym. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Tylko z nim planuje przyszłość. Nikt inny nie wchodzi w grę. 


-------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak podobało się ?? Trochę długi wyszedł co nie ?? Teraz po przeczytaniu proszę abyś skomentowała. Pozdrawiam xoxo

~Mrs.Styles

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz