Niall <3
Siedziałam na werandzie okryta ciepłym kocem z ciepłą, malinową herbatą w ręku. Na stoliku leżały trzy grube albumy. Koło mnie usiadł mój kochany mąż, był ze mną w każdej sytuacji złej i dobrej. Kochałam, kocham i kochać będę. Mam przy sobie wspaniałego mężczyznę. Zawsze mogę na niego liczyc, w każdej sytuacji jest przy mnie.
Pewnego dnia wraz z Niall'em wybraliśmy się na zakupy po ciuszki do naszego jeszcze nie narodzonego dzidziusia. Wybieraliśmy przeważnie różowe ciuszki, ponieważ na USG było widać, że to dziewczynka. Bardzo się cieszyłam, ale i też denerwowałam, bo to była już połowa 9 miesiąca. Chciałam już ją zobaczyć, ale bałam się szpitala. Miałam niezłą traumę z dzieciństwa... Kiedyś wycinali mi trzeciego migdała, a robił mi to jakiś bardzo niemiły lekarz.
Wybraliśmy nawet wózek, ale tym razem stwierdziliśmy, że będzie on zielony. Poszliśmy do kasy, poczułam mocny skurcz brzucha. W sumie mogło się już zacząć, ale do terminu zostało jeszcze 15 dni. Nie chciałam powiedzieć o tym mojemu mężowi, żeby nie siać paniki w sklepie. Więcej takich skurczy nie miałam do czasu kiedy spotkaliśmy fanki Niall'a. Tak fanki, mój mąż należał do znanego boys-bendu One Direction. Mój misiaczek był tam wyjątkowy, jako jedyny pochodził z Irlandii. Byłam z niego strasznie dumna, ale wracając do mojej opowieści. Spotkaliśmy Directioner w centrum handlowym, były bardzo miłe. Jedna z nich spytała czy może dotknąć mojego brzucha, oczywiście zgodziłam się. To było słodkie.
-Ałć! Niall zaczyna się!- powiedziałam spanikowana wśród fanek, kiedy dziewczyna zabrała rękę z mojego brzucha.
-Że co??? Już, ale jeszcze pół miesiąca!!!- Niall tak samo jak ja był spanikowany, ale zatrzymał zimną krew i poprosił jedną z dziewczyn, aby ta zadzwoniła po pogotowie.
Po 20 minutach byłam już w szpitalu. Od razu zabrali mnie na porodówkę. Strasznie się bałam....
*Oczami Niall'a*
Wbiegłem do szpitala. Nie wiedziałem gdzie iść, dlatego skierowałem się do recepcji.
-Przepraszam. Przed chwilą przywieziono tu moją żonę. Gdzie ją mogę znaleźć? - zapytałem.
-A jak pana żona się nazywa? - kobieta odpowiedziała mi pytaniem na pytanie, ale w sumie nie dziwie jej się też bym tak zrobił.
-[T.I] Horan- powiedziałem z pośpiechem w głosie.
-A tak. Pańska żona została przewieziona na porodówkę.
- Dziękuje bardzo.- Powiedziałem bo czym udałem się w skazane miejsce. Usiadłem na korytarzu i czekałem. Nic innego mi nie pozostało. Bolało mnie to, że Ona męczy się tam za ścianą, a ja? Ja jestem bezsilny. Nic nie mogę zrobić. Chciałbym, ale nie mogę. Niestety....
Po kilku godzinach z sali wyszedł lekarz. Jak poparzony podniosłem się z krzesła i podszedłem do niego.
-I co z nią? Jak ona się czuje? - zapytałem.
-Z panią [T.I] wszystko dobrze. Z pańskim synem również.- powiedział po czym odszedł. Ale zaraz powiedział SYNEM? Przecież miała być córka!!!
Wszedłem spanikowany do sali i od razu moje spojrzenie powędrowało na szczęśliwą [T.I], była taka słodka, urocza aż biło od niej miłością.
-Mamy synka- powiedziała.
-Tal, ale co teraz. Wszystkie ubranka są różowe..- powiedziałem z rezygnacją.
- Ale mamy zielony wózek- zaśmiała się moją żona.
Nasz mały Zayn ma już 3 lata. Rośnie jak na drożdżach. Ma piękne niebieskie oczy i kręcone włosy.. Trochę z mamy i trochę z taty jak to mówi Louis. Kochamy się i nie mamy zamiaru przestać...
Wiem, że końcówka mi nie wyszła, ale ogólnie ten imagin mi się nie podoba...
~Mrs.Styles

